No właśnie. jak w tytule. Jedni przeżywają go bardziej, drudzy mniej. Jedni starają się nie stresować pierdołami, drudzy wręcz przeciwnie. Niestety , dla mnie, w obu przypadkach należę do tej 'drugiej grupy'. I muszę Wam powiedzieć, że jest to uciążliwe. Nie tylko dla mnie ale też dla mojego najbliższego otoczenia, w szczególności chyba dla mojego faceta bo to z nim najwięcej rozmawiam. Szczerze mówiąc to mu współczuje. Wyobraźcie sobie to, że ja potrafię siąść i czytać o jakichś chorobach, wypadkach, kataklizmach czy nie wiadomo jakim gównie i tym wszystkim się stresować. Codziennie coś praktycznie.
Nie wspominając już o sytuacjach, które nie są zależne ode mnie. To już wpędza mnie w bezsenność.. Zastanawiam się tylko czy jest to uleczalne, bo jak na razie nie potrafię tego kontrolować..
Najgorszą rzeczą w stresie jest chyba to, że choćby człowiek nie wiem jak się starał i nie wiem jak próbował go wyminąć to póki nie zlikwiduje jego przyczyny ten będzie wracał i to silniejszy. Gdzieś tam podobno są ludzie, którzy nie przejmują się niczym i mają na wszystko wyje****. Jeśli tak to niech się zgłoszą bo chciałabym poznać człowieka, którego nic nie obchodzi. Ignorant, egoista czy może prostak?
Tak wiem. Miał być jeden post dziennie. Cóż zrobić, z weną nie wygrasz.
Dobrej nocy Wam życzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz